Pieczęci Malekimów,  Raporty z sesji

Uchodźcy w Zarębowie i Korona Lodu – sesja 15

8 – 28 listopada 811 RD (roku dynastii?)

Ośmiodniowy rejs z portu pomiędzy Dravengardem a Velmorą do Zarębowa stanowił pożegnanie drużyny z ciepłą i względnie suchą pogodą, które zastąpił najpierw mroźny deszcz, a po kilku dniach deszcz ze śniegiem. Pośród pluchy listopadowych dni na dalekiej północy na którą kapitan Asvard wyprowadził swój statek towarzysze mieli okazję po raz pierwszy napełnić płuca mroźnym, rześkim powietrzem przyniesionym przez arktyczny wiatr – nie dotyczyło to oczywiście samego barbarzyńcy, dla którego widok wiosek rybackich znajdujących się nieopodal celu ich podróży oznaczał powrót wspomnień z dawnych czasów i być może innego życia.

Zarębów przywitał bohaterów widokiem zaśnieżonego portu, zapachem ryb, dymu i żywicy oraz tłokiem osób w liczbie już na pierwszy rzut oka przekraczającej komfortową pojemność miasta. Asvard po zacumowaniu w porcie skierował swoje kroki w stronę budy sprawującej funkcję kapitanatu gdzie opłacił ich pobyt i wypytał o sytuację w mieście dowiadując się, że populacja Zarębowa podwoiła się w ciągu ostatnich kilku dni za sprawą uchodźców ze Starego Grodziska i okolicznych wiosek. Zarządca portu z niesmakiem przekazał barbarzyńcy opowieść o rzekomym najeździe demonów i masakrze w Grodzisku przed którą uchronić się zdołała tylko część mieszkańców tego miasta. Asvard podziękował za te informacje i wrócił do drużyny w momencie gdy Abdul wręczał właśnie złotą monetę jednej z żebrzących uchodźczyń. Towarzysze po uprzednim upewnieniu się że Gerwazy skutecznie przypilnuje statku wybrali się do polecanej przez zarządcę tawerny U Jaromira w celu ogrzania się, zjedzenia czegoś innego niż suchy prowiant i ryby oraz zasięgnięcia informacji na temat miejsca do którego zmierzają, po drodze mijając plac targowy spełniający obecnie funkcję obozowiska uchodźców.

W tawernie podobnie jak na zewnątrz było tłoczno a do tego duszno, choć klienci Jaromira co zrozumiałe zdawali się mieć lepsze nastroje niż osoby napotkane na zewnątrz – wpływ na ten stan z pewnością miała życzliwość i szacunek z jakim karczmarz zwracał się do swoich klientów. Z podobnym nastawieniem przywitał też nowych przybyszy proponując rozmawiającemu z nim Kuzo porcję dziczyzny oraz dobrego piwa a także organizując dla niego i towarzyszy prywatny stolik. Na pytanie o lokację na północ od miasta polecił im porozmawiać z Wiktorem Brzeskim – starym myśliwym który miał w zwyczaju polować na północ od Zarębowa i ponoć miał okazję zobaczyć Koronę Lodu (bo tak lokalsi nazywali to miejsce) na własne oczy. Karczmarz przestrzegł jednak barda przed zbytnim ociąganiem się z rozmową z myśliwym – ten ponoć nie potrzebował dużo czasu by pod wpływem alkoholu przestać nadawać się do sensownej rozmowy. Kuzo podziękował Jaromirowi za pomoc sypiąc nieco groszem i zasiadł wraz z pozostałymi członkami drużyny do obiadu w którym udziału nie wziął Abdul – ten pozostał w porcie by w samotności oddać się swoim myślom co utrudniała obecność obcych ludzi wszędzie dokoła. Wkrótce został także zaczepiony przez zrozpaczoną kobietę która szukała kogoś, kto byłby skłonny pomóc jej odnaleźć syna – Antek został prawdopodobnie w Starym Grodzisku, z którego nieprzytomną i ranną wynieśli ją sąsiedzi zostawiając dziecko na pastwę najeźdźców. Mnich nie chcąc nic obiecywać w pojedynkę zabrał kobietę na rozmowę z resztą drużyny, dzięki czemu przy okazji dowiedzieli się oni dodatkowych szczegółów na temat inwazji demonów – nadbiegły one ponoć ze wschodu by po jakimś czasie rozpłynąć się w chmurze czarnego pyłu. Towarzysze po krótkiej dyskusji zgodzili się wybrać do Grodziska choć kierowali się raczej chęcią zbadania przyczyny najazdu demonów niż nadzieją na uratowanie chłopaka, ale najpierw postanowili zaczekać w karczmie na Brzeskiego by dowiedzieć się czegoś więcej na temat Korony Lodu. W międzyczasie Asvard dosiadł się do lokalnego barda, który w samotności pił w kącie siedząc nad dwoma starymi bębnami. Barbarzyńca nawiązał rozmowę próbując dowiedzieć się czegoś na temat druidów bądź szamanów przebywających w pobliżu, jednak jego nieco przygnębiony rozmówca stwierdził, że druidów już pewnie nie ma skoro natura wymiera, zaś na propozycję dołączenia do drużyny urwał rozmowę grając na bębnach i nucąc niskim głosem jakąś smutną melodię. Słysząc to Kuzo postanowił sięgnąć po baliset i dosiadł się do drugiego barda, z którym wspólnie dali występ jakiego tawerna dawno nie widziała czym przykuli uwagę większości klientów karczmy dzięki czemu zarobili parę groszy.

Wspólny występ zdecydowanie poprawił humor bardowi który przedstawił się jako Andrzej i przyznając, że nic lepszego nie czeka go w Zarębowie zgodził się dołączyć do drużyny jako członek załogi ich statku. Wkrótce po tym kelnerka podeszła do Kuzo i wskazała mu myśliwego który właśnie wszedł do tawerny i skierował swoje kroki do baru – bard natychmiast zaprosił go do ich stolika i obiecał poczęstować alkoholem w zamian za informacje. Brzeski zaczął zatem opowieść o tym jak wraz z towarzyszami wybrali się poza północną granicę lasu w poszukiwaniu niedźwiedzi polarnych – tam wkrótce po ujrzeniu strzelistych, lodowych iglic okalających obszerną, kamienną konstrukcję dopadła ich burza śnieżna która spowodowała, że Brzeski stracił z pola widzenia swoich towarzyszy. Wystraszony i zziębnięty postanowił biegiem wrócić do lasu, zaś gdy biegł wydawało mu się że słyszy krzyki swoich towarzyszy. Konkludując swoją opowieść przestrzegł drużynę przed wybieraniem się w te okolice po czym wychylił duszkiem polaną mu przez Kuzo wódkę. Towarzysze spojrzeli tylko po sobie, zamówili trochę więcej jedzenia dla czekających na statku Gerwazego, Kaelena i Elarii i wrócili na pokład by spędzić tam noc. W międzyczasie Radymir i Kuzo odwiedzili jeszcze okoliczną kaplicę Swaroga gdzie paladyn pomógł w opiece nad rannymi uchodźcami zaś Kuzo zasięgnął informacji o Koronie Lodu – dowiedział się jedynie że nie wiadomo kto ją zbudował bo jest ona starsza niż historia osadnictwa w tych okolicach.

Rankiem towarzysze wyprowadzili swoje konie i wóz na ląd, zaopatrzyli się na wszelki wypadek w rakiety śnieżne i wyruszyli na wschód w kierunku Knurogrodu. Po kilku godzinach spokojnej wędrówki szlakiem na którym co chwila mijali kolejnych uchodźców zmierzających do Zarębowa dotarli do Knurogrodu – miejscowości kilkakrotnie mniejszej niż Zarębów przez co obozowisko tutejszych uchodźców wylało się poza mury miasta. Towarzysze odszukali tutejszego sołtysa i wypytali go o sytuację w mieście – ten również narzekał na przeludnienie ale wyjawił, że póki co żaden demon nie dotarł do Knurogrodu. Informację tą potwierdziły doniesienia przebywających tu uchodźców, którzy widzieli jak goniące ich demony znikały w chmurze czarnego dymu jakby nagle kończyła im się energia. Uzbrojeni w nowe szczegóły bohaterowie wrócili na wóz i wybrali się dalej na wschód ku przerażeniu połączonemu z podziwem strażniików odprowadzających ich wzrokiem.

Już po dwóch dniach dalszej wędrówki towarzysze zorientowali się, że widziany przez nich wcześniej na trakcie uchodźca był ostatnim i od jakiegoś czasu nie mijają kolejnych co zapewne oznaczało, że kto mógł się uratować ten już to zrobił. Skłoniło to Asvarda do przeprowadzenia rytuału komunikacji z naturą przy użyciu świecy co nie poskutkowało zebraniem przydatnych informacji, zatem drużyna wznowiła podróż by czwartego dnia drogi ujrzeć na horyzoncie drewnianą palisadę Grodziska. Niemal w tym samym momencie zobaczyli także niecodzienny widok – był to biegnący w ich stronę demon wyglądający na skrzyżowanie kozła z człowiekiem który po kilku sekundach rozpłynął się w powietrzu zgodnie z wcześniej zasłyszanym opisem. Podobną scenę zobaczyli jeszcze parę razy, także w samym Grodzisku w którym oprócz znikających demonów napotkać można było zmasakrowane zwłoki setek mieszkańców tego miasta.

Rekonesans miasta zainicjował Farciarz, który jak zwykle skupił się przede wszystkim na błyskotkach wszelakiej maści których udało mu się uzbierać niemałą garść. Pozostali towarzysze w tym czasie ostrożnie poruszali się wgłąb miasta w poszukiwaniu młyna gdzie spodziewali się znaleźć Antka (czy raczej pozostałości po nim). Wkrótce trafili na odpowiedni budynek, a zbliżając się do niego usłyszeli krzyk dochodzący z sąsiedniego domu – niewiele myśląc weszli do środka i skierowali się w stronę świeżo wyważonych drzwi prowadzących do piwnicy, gdzie zastali kolejną bestię. Tym razem było to koszmarne połączenie niedźwiedzia z lwem w formie demona wypruwającego wnętrzności konającej kobiecie, która skryła się w piwnicy.

Widok tak makabrycznej sceny nie zrobił jednak na drużynie wrażenia – szybko rozprawili się z demonem, po czym Kuzo pochylił się nad zwłokami kobiety zastanawiając się czy informacje które mogłaby im przekazać warte są użycia nowopoznanego czaru wskrzeszenia. Bard uznał, że najpierw odszukają chłopaka i zastanowią się które z nich będzie stanowić lepsze wykorzystanie czaru – w tej decyzji pomógł fakt, że przebywający w piwnicy pobliskiego młyna chłopak był przerażony, czyli nadal żywy. Antek początkowo wydawał się uznawać Asvarda za jednego z demonów, ale wkrótce przekonał się, że towarzysze zjawili się w mieście by go uratować a nie zabić. Dzieciak roztrzęsiony odłożył widły którymi zamierzał się bronić, zabrał swojego misia i wsiadł z drużyną na wóz, na którym wspólnie przez następne dni jechali z powrotem do Zarębowa zatrzymując się wcześniej ponownie w domu zamordowanej kobiety by zabrać jej szczątki, które Kuzo wskrzesił w trakcie podróży. Ta po początkowym szoku opowiedziała o ataku demonów na Grodzisk, ale propozycję dołączenia do drużyny przyjęła raczej chłodno. Dalsza część wyprawy upłynęła bez większych problemów, towarzysze nie napotkali bowiem już ani demonów ani żywych uchodźców. Dojeżdżając do Knurogrodu strażnicy przywitali ich spojrzeniami pełnymi szoku, zaś sołtys tego miasta natychmiast zaczął wypytywać o to co zobaczyli w Grodzisku i czego dowiedzieli się o demonicznej inwazji. Gdy bohaterowie wyruszyli w stronę Zarębowa poprosił ich o przekazanie sołtysowi tego miasta prośby o przekierowanie części straży do Knurogrodu jako miasta bardziej narażonego na kolejny atak.

W Zarębowie przywitano ich z podobnym niedowierzaniem, zaś tutejszy zarządca zaprosił ich na spotkanie w swoim biurze gdzie po raz kolejny przekazali szczegóły wyprawy. Sołtys przyznał rację rozumowaniu swojego kolegi z Knurogrodu i postanowił rozważyć możliwość wysłania posiłków, zaś drużynie podziękował za przekazane informacje w dość skromny sposób – zwolnił ich z konieczności opłacania miejsca w porcie tłumacząc braki w kasie miasta zwiększonymi wydatkami na utrzymanie uchodźców. Asvard skinął tylko głową i wraz z resztą towarzyszy opuścił biuro sołtysa w poszukiwaniu matki Antka – ta wypatrzyła ich w tłumie na placu targowym, wpadła na nich wyściskując swoje dziecko i zapłakana dziękowała za uratowanie syna. Wieść o pomyślnym końcu misji ratunkowej bardzo szybko rozeszła się po mieście – towarzysze odwiedzając ponownie tawernę Jaromira przywitani zostali oklaskami i okrzykami uznania. Wychodząc z tawerny ze spotkanym Andrzejem postanowili wrócić na statek (uprzednio kupując od przypadkowo napotkanych myśliwych świeżo upolowanego jelenia) by tam przenocować przed wyprawą na północ.

Rankiem drużyna zebrała swój sprzęt i zapasy i zostawiając wóz z końmi pod opieką towarzyszy na statku wybrała się poza miasto kierując się do lasu tuż za północnymi murami miasta. Marsz przez gęstą tundrę przebijając się przez świeży śnieg nie należał do łatwych, dlatego na pólnocnym skraju lasu bohaterowie znaleźli się dopiero wieczorem. Kuzo przywołał zatem schronienie w postaci magicznej półsfery i towarzysze przenocowali na śniegu podziwiając zarys lodowej formacji – noc na lodowej północy nie może być przecież w pełni ciemna. W pełni docenić piękno tego miejsca było im dane jednak dopiero rankiem – promienie słońca wychylające się spomiędzy chmur odbijały się w błyszczącej powierzchni strzelistych lodowych iglic otaczających ledwo widoczny kamienny budynek z daleka przypominający wielką arenę z dachem zastąpionym ni to wieżami ni to kolcami.

Mając w pamięci opowieść myśliwego Brzeskiego drużyna zachowując maksymalną ostrożność opuściła bezpieczny las i wyruszyła śnieżną równiną w stronę lodowych wież by już po kilku godzinach móc z bliska przyjrzeć się monumentalnym formacjom oraz budynkowi pośród nich. Szeroka wyrwa w ścianie prowadziła wgłąb areny ukazując jej nietypową powierzchnię – składała się ona z trzech koncentrycznych pierścieni schodzących stopniowo w dół ku płaskiej, pokrytej śniegiem platformie. Po drugiej stronie areny na najwyższym pierścieniu towarzysze dostrzegli zaś rodzinę mroźnych gigantów, które sądząc po rozrzuconych wszędzie szczątkach zwierzyny i prymitywnych budynkach przypominających szałasy urządziła sobie tu dom. Po chwili narady nad właściwym podejściem do konfrontacji Kuzo postanowił spróbować zwykłej rozmowy, jednak giganty najwidoczniej nie były nią zainteresowane – gdy tylko usłyszały przywitanie barda i zorientowały się, że grupa uzbrojonych ludzi weszła niepostrzeżenie do ich domu ruszyły w kierunku drużyny. Towarzysze ze względu na dystans do przeciwników przekraczający zasięg czarów barda i efektywnych strzałów łotrzyka postanowili wycofać się za mury budynku, zaczekać aż ci podejdą i dopaść ich w zwężeniu wejścia do areny. Giganty wykazały się jednak ostrożnością i zamiast szaleńczo szarżować powoli zbliżały się szczeliny bacznie wypatrując pojawienia się przeciwnika – ta okazja nastąpiła już po chwili i gdy Kuzo wychylił się by potraktować przeciwników kulą ognia w odpowiedzi trafiony został dwiema wielkimi skałami rzuconymi przez giganty co omal nie skończyło się śmiercią barda. Atak ten odebrał impet drużynie która przez dobre kilkanaście sekund stała w bezruchu schowana za murem czekając na ruch ze strony gigantów – ci jednak nie byli skłonni opuścić względnie bezpiecznego domu być może uznając, że trafiając w barda udało im się przepędzić intruzów. Towarzysze jeszcze przez chwilę zastanawiali się co zrobić, po czym uznali że najlepszym ruchem będzie wycofanie się i ukrycie w pobliżu pod osłoną kolejnej chatki Leomunda w celu zaleczenia ran Kuzo, odnowienia czarów i opracowania innego planu walki z gigantami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *