Pieczęci Malekimów,  Raporty z sesji

Pod Koroną Lodu – sesja 16

28 listopada – 1 grudnia 811 RD (roku dynastii?)

Noc na mroźnej północy w cieniu ogromnych lodowych iglic z pewnością nie należała do najprzyjemniejszych, a ochrona przed niskimi temperaturami jaką oferowała chatka Leomunda nie stanowiła pełnej rekompensaty surowości klimatu jakim towarzysze byli otoczeni. Mimo to udało im się rozsądnie wypocząć obserwując czy giganty nie wybierają się na polowanie – najwidoczniej nie miały takiej potrzeby gdyż całą noc i następny dzień spędziły wewnątrz areny pośrodku Korony Lodu nie zdając sobie sprawy z faktu, że są obserwowane przez Farciarza i Abdula którzy bez większego problemu wspięli się na okalający arenę mur. Na podstawie zebranych informacji oraz doświadczeń poprzedniego dnia postanowili wykorzystać mur jako punkt z którego zaskoczą przeciwników poprzez desant przy użyciu mobilności mnicha trzymającego w przenośnej torbie barbarzyńcę, czaru lotu barda rzuconego na paladyna oraz ostrzału artylerii w postaci czarów kapłana i barda i strzał łotrzyka. Plan ten przebiegł bez większych zakłóceń i po niecałej minucie ciała lodowych gigantów leżały nieruchome pośród pobojowiska ich ostatniego domu, zaś gdy opadł kurz bitwy towarzysze zauważyli częściowo zasypaną kamieniami wnękę, a w niej niezwykle stare, metalowe drzwi.

Otwarcie wejścia do kompleksu wymagało kooperacji Farciarza i Asvarda – pierwszy odbezpieczył zamek a drugi przesunął ciężkie, zastałe skrzydło za którym znajdował się krótki, ciemny korytarz zakończony spiralną klatką schodową prowadzącą pod ziemię. Schodząc po metalowych schodach nie dało się nie odnieść wrażenia, że miejsce to znacząco odbiega poziomem technologicznym od wszystkiego co do tej pory drużyna napotkała – nawet gnomy nie operowały taką precyzją i umiejętnością płynnego połączenia skały z metalem. Dodatkowo niepokój towarzyszy wzbudzał fakt, że schodzą w absolutną czerń w której widoczność zapewniali sobie pochodniami oraz umiejętnością widzenia w ciemności niektórych z nich. Schody zaprowadziły ich kilkanaście metrów w dół do podłużnej komnaty przypominającej nieco niezwykle stary i niezwykle obcy warsztat – część napotkanych tu narzędzi wyglądała znajomo jak młotki i śrubokręty, zaś funkcji innych z nich mogli się tylko domyślać. W szczególności ich uwagę przykuły zaś wygrawerowane nad stołem warsztatowym rysunki i symbole z okrągłym schematem na czele, co zainspirowało Morathila do sięgnięcia do źródła wiedzy objawionej w poszukiwaniu informacji na temat tego miejsca – jedyne co do niego wróciło to enigmatyczne słowa:

Istoty ukryte wiodą spokojne życie

Przejście dalej prowadziło do kolejnego krótkiego korytarza zakończonego platformą wiszącą nad przepaścią z odbiegającymi wzdłuż zakrzywionej ściany schodami, które po krótkim rekonesansie okazały się stanowić kolejną spiralę przylegającą do wewnętrznej ściany ogromnego cylindra wydrążonego w skale pokrytej metalem i lodem. W oddali na wprost wejścia majaczył im ledwo widoczny ciemny kształt, którego zbadaniem zajął się Morathil przywołując zwiadowcę w postaci lewitującego, magicznego oka dającego mu wizję – w ten sposób kapłan dokładnie obejrzał wnętrze cylindra oraz stanowiący jego centrum filar o średnicy kilku metrów łączący sufit z niewidocznym dotąd dnem. Oko Morathila odnalazło również lodowy pomost łączący spiralne schody z platformą okalającą filar kilkadziesiąt metrów pod nimi, jednak gdy skierował magicznego zwiadowcę niżej wgłąb cylindra jego magia została przerwana. Abdul postanowił zatem wybrać się na bardziej empiryczną eksplorację i żwawo zbiegł po schodach by po chwili przyglądać się filarowi z bliska. Kilka minut później wrócił do drużyny i przyprowadził ich z powrotem na platformę, gdzie wspólnie mogli zastanowić się nad znaczeniem glifów ozdabiających filar na wysokości oczu oraz poniżej poziomu pomostu którym tu weszli.

Po krótkiej debacie bohaterowie wrócili na schody by skierować się dalej w dół. Byli już nieco oswojeni z ciemnością i nienaturalnym chłodem tego miejsca gdy zostali zaatakowani przez strażników tego miejsca: to cztery lodowe konstrukty wypadły na nich z wnęk w ścianach rozpoczynając ryzykowną walkę na wąskich, śliskich schodach gdzie jeden fałszywy ruch mógł oznaczać upadek w bezdenną, zimną czeluść. Towarzysze po chwili zaczęli odzyskiwać kontrolę nad sytuacją gdy nagle usłyszeli przenikliwy skrzek odbijający się nienaturalnym echem od ścian cylindra. Źródłem dźwięku okazał się być ogromny lodowy ptak który z ciemności spadł na związaną walką drużynę, po czym zaatakował najbliższy mu cel w postaci stojącego najwyżej Farciarza. Niziołek został pokiereszowany przez szpony o długości przekraczającej jego wzrost, ale udało mu się wyślizgnąć z ich zacisku i przemknąć pomiędzy towarzyszy. Walkę z bestią podjął po chwili Radymir odbijając tarczą szpony, lecz wkrótce w zasięgu ptaka pojawił się kolejny cel – był to Abdul, który po kolejnym z przyjętych ciosów został pochwycony przez bestię. Tej jednak nie było dane odlecieć ze zdobyczą, bo po rozprawieniu się z większością lodowych strażników w pobliżu znalazł się Asvard, który złapał ptaszydło za dziób, zaparł się o podłoże i nie pozwolił mu na ucieczkę znajdując jeszcze siłę by razić ciosami ostatniego konstrukta. Barbarzyńca kupił w ten sposób czas bardowi który czarami leczącymi ocucił Abdula a ten wykorzystując krok w cieniu wymknął się z potrzasku. Ptak wydał z siebie kolejny skrzek frustracji, a potem agonii gdy pod wpływem ataków drużyny spadł w czeluść i roztrzaskał się o niewidoczne dno cylindra.

Towarzysze dysząc po trudnej walce zdecydowali się wspiąć z powrotem na górę i we względnie bezpiecznych okolicznościach areny na powierzchni rozbili obóz by zregenerować siły. Kilka godzin później byli z powrotem na schodach, gdzie przestępując przez roztrzaskane resztki lodowych konstruktów zeszli głębiej w dół by już po kilku minutach znaleźć się na wysokości kolejnego pomostu łączącego schody z filarem. Tutaj zbadali kolejny glif i ponownie skierowali się w dół by po chwili dojrzeć zamarzniętą warstwę lodu pokrywającą dno cylindra. Ponieważ jednak schody prowadziły dalej w dół przez otwór w warstwie lodu i skały towarzysze po krótkiej eksploracji lodowego dna zeszli jeszcze niżej, by po chwili znaleźć się w dużym, podłużnym pomieszczeniu stanowiącym część zewnętrznego pierścienia wokół dna cylindra. Pomieszczenie to przywodziło na myśl sterownię nieznanej maszynerii, jednak niezwykle zaawansowany poziom technologiczny tego miejsca uniemożliwił dokładne rozpoznanie przeznaczenia poszczególnych przycisków, dźwigni i ekranów. Uwagę bohaterów przykuł jednak pionowy schemat, który odczytali jako wskazówka dotycząca wnętrza centralnego filara dotąd uznawanego za jednolitą bryłę – jego widok przywiódł Morathilowi na myśl skojarzenie z układem optycznym. Dłuższą chwilę dyskusji przerwał Farciarz wołający resztę drużyny by pokazać im co zobaczył za drzwiami prowadzącymi dalej – była to tajemnicza postać stanowiąca połączenie metalicznego golema z konstruktem z niebiańskiej energii, która ewidentnie strzegła wejścia do wnętrza filaru.

Ciekawość Abdula wzięła górę nad ostrożnością i powoli podszedł do konstrukta co aktywowało jego protokół obronny – postać natychmiast zerwała się na nogi, przyjęła znaną mnichowi pozycję defensywną i rozpoczęła bitwę zasypując towarzyszy gradem ciosów metalowego drąga oraz przywołując miniaturowe gwiazdy rażące ich rozbłyskami niebiańskiej energii. Abdul i Asvard skupili się na atakowaniu głównego przeciwnika, zaś reszta drużyny zajęła się gwiazdami które zignorowane zapewne w kilka chwil zamieniłyby ich w kupkę popiołu. Zniszczenie każdej z gwiazd okazało się wywoływać niewielką supernowę energii, zaś po śmierci ostatniej z nich strażnik sprawiał wrażenie jakby przeszedł w tryb agresji i pomiędzy atakami drągiem ciskał w towarzyszy kolejnymi rozbłyskami gwiazd. Bohaterowie zdołali jednak powalić przeciwnika nim ten zabiłby pierwszego z nich – konstrukt rozpłynął się w smudze niebiańskiej energii, zaś pozostałą po nim broń przywłaszczył sobie Abdul.

Pokiereszowani po walce i zdezorientowani w obcym otoczeniu towarzysze powoli przemierzyli pomost prowadzący do wnętrza filaru, gdzie metalowa podłoga pokryta była tysiącami otworów, zaś w otworze sufitu zawieszonego dwadzieścia metrów nad nimi widać było wypukłą, szklaną soczewkę zniekształcającą obraz wnętrza pomieszczenia nad nimi. Zastanawiając się co począć dalej drużyna usiadła na zimnej podłodze i zaczęła planowanie dalszych kroków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *